O 8:00 obudziły mnie oślepiające promienie słoneczne wpadające przez okno. Jak zawsze
zapomniałam opuścić rolety. Zwlokłam się z łóżka i od razu podeszłam do szafki wziąć przygotowane
wczoraj ciuchy. Poszłam do łazienki ubrałam się, związałam włosy w kucyk i umyłam zęby.
Zajeło mi to jakieś 10 minut to i tak długo jak na mnie. Bo większość nastolatek w moim wieku
na poranną toaletę potrzebuje minimum godziny, ale ja się nie maluję na codziennie i dlatego zajmuje mi to mniej czasu.
Po 15 minutach zeszłam na dół i zaczęłam się rozglądać za mamą która zawsze czekała na mnie
ze śniadaniem. Po chwili jednak uświadomiłam sobie że rodzice nie żyją. Nwm dlaczego, ale
jakoś nie mogę przyjąć tego do wiadomości. I pewnie dopóki się nie przeprowadzę to będę miała
tak na codziennie. Na szczęście dziś o 13 mam już samolot. Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek do
drzwi.
Źdźiwiłam się kto o tej porze może mnie odwiedzać. Z ciekawością podeszłam do drzwi i ujrzałam
moją przyjaciółkę Rose. Od razu wpadłam w jej ramiona i zaprosiłam do środka. Byłam szczęśliwa,
że chociaż ona o mnie pamiętała.
-Hej. Miło że wpadłaś - powiedziałam
-Hej. Jak mogłam nie przyjść?! Skoro dziś wyjeżdżasz i możemy się już nie zobaczyć
-Nawet tak nie myśl!!! Ode mnie tak szybko się nie uwolnisz
-Co racja, to racja jesteś strasznie upierdliwa.- zakpiła
We dwie wybuchłyśmy niepohamowanym śmiechem. Uwielbiam przebywać z Rose zawsze mamy się z
czego pośmiać. Automatycznie zapomniałam o wszystkich problemach. Nwm jak ona to robi, że
zawsze w jej towarzystwie jestem szczęśliwa.
Rozmawiałyśmy z Rose jeszcze przez godzinę. Ale ona musiała iść, ponieważ miała szkołę i nie
mogła jej zawalać przeze mnie.
Gdy Rose już wyszła spojrzałam na zegarek i była już 10:00. Szybko zrobiłam sb jakieś płatki,
które błyskawicznie zjadłam. Poszałam na górę po moje wszystkie walizki i postawiłam w korytarzu.
Była już 11:00 więc zadzwoniłam po TAXI i zamknęłam drzwi wychodząc z domu. Jeszcze przed
wyjazdem chciałam pojechać na cmentarz do rodziców zapalić znicze i się pomodlić.
Po 30 minutach byłam już w drodze na lotnisko. Jak na złość były straszne korki i bałam się
że nie zdążę na samolot. Ale na szczęście kierowca Taksówki znał bardzo dobry skrót. Więc
pojechaliśmy jakimiś uliczkami i po 10 minutach byłam już na lotnisku. Wysiadając
zapłaciłam i podziękowałam kierowcy. Biorąc wszystkie bagaże biegłam do budynku, ponieważ
zostało już tylko 5 minut do odlotu. Na szczęście w ostatniej chwili dobiegłam do bramek.
Sprawdzono moje walizki i bilety. Z ulgą weszłam na pokład samolotu. Zajęłam swoje miejsce.
Siedziałam obok ...
~ ~ ~
Jest i 2 rozdział :) mam nadzieję że się spodoba :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Koocham <3
OdpowiedzUsuń